Music

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 73

Kochani!
 Jutro moje urodziny :) Więęęc tak ;D Wyjątkowo, jak co roku od kilku lat je robiłam, w tym roku sobie to odpuściłam. Dlaczego? Mam za mało miejsca a chciałabym zaprosić za dużo osób hahahaha a nie zaproszę tylko niektórych bo wyjdę na idiotkę :) Także, może za rok ;3 Hmmm... A no tak :D Tak po prostu wam dodam, co jest zabawne, że urodziłam się punkt 00:00 czaicie? :D Hahahahah jesteem ducheem bóóójcie sięę! BUUUUU! (Nie pytajcie ile mam lat. Chciałbym wam powiedzieć, ale doszłam do wniosku, że bez tego też możecie żyć, a niezależnie od tego ile bym miała lat 16, 15, 18, 20, 10 xDD Niektórzy stwierdzicie, że jestem zbyt niedojrzała, żeby prowadzić tego bloga :D No cóż może kiedyś? xd)
Iii tak jakoś spadła aktywność na blogu... Nie wiem :/ I na asku nie pytacie, a szkoda :/ Nie wiem, tak czy siak was na niego zapraszam misiaczki <3 :* ---> http://ask.fm/Blogereczkaa
Too na dziś chyba tylko tyle, dodałabym rozdział wczoraj, ale miałam melanż xdd
Noo, a wraz z następnym rozdziałem, będzie rocznica założenia bloga i lista komentatoróóów, wszyściutkich <3

                                        

                                                          #Oczami Dawida#

Ostatnie dni są monotonne, wszystko odkąd znaleźli Angelikę.. Oczywiście, cieszę się, że ją znaleźli, choć wszyscy uważają, że jestem potworem, mam też uczucia i się cieszę. Odczuwam tylko wrażenie, że to życie jest zbyt spokojne, wszystko toczy się jak chce a ja przyglądam się mu z boku. Jedna wielka klapa. Siedzę całymi dniami z Sarą i bezczynnie gapimy się w ekran lub ścianę. Jestem bardzo zdenerwowany, że z każdym razem, kiedy ja z Angeliką się kłócimy, moi "przyjaciele" nie znając sytuacji, od razu stają po jej stronie a mnie zostawiają samego, jak jakiegoś idiotę. Nie wiem, toleruję ją, ale jej nie lubię, albo może nienawidzę. Wkroczyła do mojego życia i zabrała sobie moich przyjaciół. Sam nie wiem co mam o tym myśleć, to wszystko jest trudniejsze niż mi się zdawało, bo czuję się jakoś źle a nie powinienem. Dziwne.
-Dawid.. Czytałeś tego sms-a? - Podeszła do mnie niespodziewanie Sara.
-Jakiego? - Spytałem z zaciekawieniem patrząc w jej stronę.
Podała mi telefon i usiadła obok mnie. Od "Daniel", pierwsze co pomyślałem to, że przeprosi mnie przez sms, ale chyba znacznie się pomyliłem.
-Ja pierd*ole.. - Przetarłem sobie ręką po twarzy.
-Rozumiesz co się z nią teraz dzieje? Żal mi jej, ale sama jest sobie winna..
-No właśnie, co on chce z nią ku*wa być? - Zwróciłem się w jej stronę.
-Misiek, ale to już chyba jego sprawa prawda? Mówię do Ciebie o zupełnie czymś innym.. Jesteś o nią zazdrosny? - Spoważniała.
-Kochaniee.. - Westchnąłem. - Ale wieeż, że jemu o to chodzi. - Przerzuciłem oczami.
-Czyli jesteś zazdr... - Wyprzedziłem ją.
-Niee jestem, mam ją w głęboko w dupie, tylko się zdziwiłem i tyle. - Chwyciłem ją za dłoń.
-Mam nadzieję.. Too.. Co mu odpiszesz? - Spytała nieśmiało.
-Już wiem. - Uśmiechnąłem się z goryczą, na co ona niepewnie spojrzała.

                                                        #Oczami Daniela#

Nie wiem czy mam twierdzić, że Sebastian jest genialny, czy też coś innego, ale wymyślił plan idealny. Wysłał Karlę na miesiąc do Londynu, gdzie mieszka jej przyjaciółka. Chciała mnie ze sobą wziąć, ale uświadomiłem jej, że muszę się zająć Angeliką, zgodziła się. Teraz trzeba wywołać tylko zazdrość u Dawida. Właśnie, a on odpisał na mój sms? Gdzie mój telefon?!
-Wrzooooosek! - Wydarłem się na cały dom.
-Poj*bało Cię? Ogłuchnę.. - Wszedł do pokoju i zamknął drzwi, pewnie myślał, że znowu chcę z nim gadać o Angeli.
-Widziałeś mój telefon? - Rozglądnąłem się w okół siebie jeszcze raz, by upewnić się, czy aby na pewno go tu nie ma.
-Angelika go szukała bo chciała się pobawić twoim Pou, a co? W ogóle, zauważyłem, że robi wszystko, żeby o tym nie myśleć. - Mówił przejęty.
-Człowieku wyrwij jej ten telefon, ja tam wysłałem sms do Dawida! - Wykrzyknąłem i od razu wybiegłem z pokoju.
Biegłem jak najszybciej potrafiłem, przecież gdy ona to odczyta, zabije mnie, mało tego, już nigdy się do mnie nie odezwie. Szukałem ją wzrokiem i zauważyłem w salonie jak rzuca się z telefonem na kanapę.
-Nieeeeeeeeeeeee! - Wykrzyknąłem. - Oddaj mój telefon! - Podbiegłem do niej i próbowałem jej go wyrwać.
-Danieel przestaań.. - Szarpała mnie. - Chcę się tylko pobawić - Mówiła spokojnie i delikatnie.
-Ale ja czekam, na ważnego sms-a... - Zastanowiłem się nad tym co powiedziałem.
-Jest. - Powiedziała obojętnie i odblokowała telefon.
-Nie ku*wa!! - Zrzuciłem ją jednym ruchem z kanapy, zabije mnie..
-Ałł. - Zauważyłem, że leżąc trzyma się za rękę.
-Pokaż. - Podniosłem ją i posadziłem na kanapie, przedtem wkładając telefon do kieszeni.
-Niee. - Chowała się nerwowo.
-Angela kuź*a pokaż tą rękę. - Szybko przewróciłem ją na plecy i usiadłem na niej przytrzymując jej ręce.
Nagle moim oczom ukazały się inicjały.. Wycięte w ręce, do samego mięsa... "D.K,D.K,D.K,D.K"       
-Zabiję go.. - Wyszeptałem. - Zabiję..
-Daniel.. - Spojrzała na mnie niewinnie.
Nie wiem czemu to zrobiłem, ale z nerwów, jakby próbując uspokoić siebie jak i Angelikę, szybko nachyliłem się do pocałunku..
-Daniel! - Pisnęła.
W jednym momencie, przemyślałem to co robię, chyba nikt nie chce, żebym opowiadał to co właśnie zacząłem robić... Patrzała na mnie przestraszona i próbowała mnie z siebie zrzucić. Zszedłem z niej dobrowolnie i pozwoliłem jej pójść. Z płaczem pobiegła po schodach na górę, do swojego pokoju.
-Karasiov, co jej zrobiłeś? - Powiedział schodzący po schodach Wrzosek.
-Nie, ja nic.. - Skrzywiłem się skołowany.
-Odpowiedział Ci Dawid na tego sms-a? - Usiadł obok mnie.
-Nie wiem, właśnie czekaj. - Sięgnąłem do kieszeni i sprawnie wyciągnąłem z niej telefon. - "Przyjdźcie dziś do tego klubu co zawsze, o 21:00, tam będzie czekała moja odpowiedź, niech przyjdzie Angelika..." - Przeczytałem na głos. - Jak myślisz o co mu chodzi? - Dodałem po chwili.
-Może, tam chce ją przeprosić? Ale sam wiesz, że to nie dobry pomysł, on źle na nią działa, lekarz nie pozwolił im się widywać, dla dobra Angeliki. Nie, olejmy go, pójdziemy i powiemy, że Angelika nie chciała iść, ale to w tym klubie co zawsze? - Gdy skończył usłyszeliśmy głośny bieg. - Co to było? - Zapytał zdezorientowany.
-Czekaj! - Pobiegłem na górę.
Wbiegłem do pokoju Angeliki i zobaczyłem otwarte okno.. Nagle po mnie wszedł Sebastian.
-Uciekła. - Powiedziałem zdyszany i spojrzałem na niego. - Pewnie usłyszała naszą rozmowę. - Mówiłem zdenerwowany.
-Ku*wa a jak on jej coś zrobi? Idziemy! - Krzyknął i zaczął biec.
-Wrzosek samochodem! - Wykrzyknąłem wybiegając za nim na podwórko, było już potwornie ciemno..
-Masz kluczyki?! - Wykrzyczał. - Dawaj! - Dodał po czym zauważył, że macham nimi w powietrzu.
Wsiedliśmy do samochodu i zaczęliśmy czym prędzej jechać, bo zapewne pojechała taksówką i będzie tam niewyobrażalnie szybko..
-Dawaj Wrzosek.. Mamy mało czasu... -Patrzałem nerwowo na zegarek. Po Dawidzie można teraz spodziewać się wszystkiego...

                                    

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 72

Więc tak, na początek, zapraszam was na mojego Aska, stworzonego po to, abyście mogli zadawać pytania do bohaterów, to naprawdę super rzecz! :D Podam wam taki przykład pytania i odpowiedzi :)
"Skierowane do Dawida: Dlaczego wtedy gdy znaleźliście Angelikę, uciekłeś a nie zostałeś przy niej?
Dawid: Wystarczająco zrobiłem, dzwoniąc do nich i mówiąc, że była i poszła z nimi w kierunku lasu, poza tym nie byłem jej tam potrzebny."
Takie rzeczy są bardzo fajne :D W dodatku jeżeli jesteście czegoś niepewni, tym sposobem możecie się upewnić, więc zapraszam :) --> http://ask.fm/Blogereczkaa
Kochani widzicie to, zostało tylko 28 rozdziałów, tego opowiadania, masakra :c Oczywiście będzie wtedy nowe, bardziej dopracowane i ogólnie, ale to nie będzie już to opowiadanie... Tak mało zostało, wytrwajcie ze mną do końca! <3
Ps. Rozdział ten, haha jest dedykowany dla Martyny J i Darii, kocham :* <3


                                           #Oczami Angeliki#

-Wiaać! - Podczas snu, do moich uszu dobiegały krzyki i dźwięki jakie wydaje biegnący człowiek.
-Halo, dziewczyno, nic Ci nie jest? - Ktoś szarpał mnie za ramię.
-Eghh, puść mnie! - Rzuciłam odruchowo i przeszłam do pozycji siedzącej.
Jako, że byłam pod wpływem alkoholu, trudno było mi to wykonać. Na szczęście po paru nie udanych próbach usiadłam i jakby zapominając o tym, że istnieje coś takiego jak wzrok, poczęłam oglądać się na wszystkie strony i widziałam tylko czarny kolor.
-Gdzie ja jestem? Dlaczego tu tak ciemno..? - Zaniepokoiłam się.
-Otwórz oczy. - Rozkazał nieznajomy głos.
Tak też zrobiłam. Powoli podniosłam jedną powiekę oka, a następnie drugą. Wszystko było zamazane, widziałam tylko jak nieznajomy mi mężczyzna macha mi latarką przed oczami.
-Jest kompletnie pijana... - Skomentował ciężko wzdychając.
Mój wzrok powoli się wyostrzał. Patrzałam na wszystkie strony. Przede mną stała dużo ludzi, ale nie potrafiłam rozpoznać żadnej z ich twarzy. Przyglądałam się im marszcząc brwi i wytężając wzrok. Nawet wychylałam głowę do przodu, ale to nic nie dawało. Ciągle tylko jakieś plamy..
-Kim jesteście? - Zapytałam zrezygnowana.
-Angelika nie poznajesz nas? - Z tłumu wyłonił się jakiś prawdopodobnie chłopak, jego głos był znajomy.
-Nie. - Odpowiedziałam krótko, po czym usłyszałam długie i cierpiące westchnienie.
-Co oni Ci dawali? - Zadał pytanie znów ten sam mężczyzna, który kazał mi otworzyć oczy.
-Nic..
-Ona nam teraz nic nie powie, no cóż, na tym chyba kończy się moja rola, do widzenia państwu, my postaramy się znaleźć tamtych którzy uciekli, gdyby jej coś zrobili proszę to zgłosić do mnie, a teraz radzę iść z nią od razu do lekarza, póki ma w krwi to co ma, żeby mieć potem dowody i zbadać czy jest całkowicie zdrowa. - Postać spojrzała jeszcze raz ku mnie, po czym z paroma innymi osobami zaczęła się oddalać.
-My też już idziemy. - Powiedział jakiś chłopak trzymając za rękę dziewczynę i odchodząc z nią w nieznanym kierunku.
-Daaaiwd! - Wykrzyknęłam z płaczem. - Daawid wracaj ! Wracaj do mnie! - Krzyczałam płacząc jednocześnie, żałosnym jękiem.Poznałam go jedynego... Niestety. Zachowywałam się jak psychopatka, oni jedynie, tylko przyspieszyli kroku..

                                                                  (...)

-Mówiłam już, że nic mi nie jest! - Szarpałam się.
-Pobiorę jeszcze tylko krew i będziesz mogła pójść. - Rzekł spokojnie Pan doktor. - Widzisz już wszystko dokładnie? - Spytał po wykonaniu rzeczy, której na trzeźwo na pewno nie pozwoliłabym mu zrobić..
-Ta... - Odpowiedziałam obojętnie.
-A wiesz kim jestem? - Zapytał lekko się nade mną pochylając.
-Moim lekarzem. - Powiedziałam sarkazmem.
-A wiesz, kim oni są? - Wskazał palcem na osoby stojące przy drzwiach.
-Mama, Rafał, Wrzosek, Daniel, Karla, Julka, Dominika, Grzesiek i Patryk. - Uśmiechnęłam się dumnie ze swojej odpowiedzi.
-W takim razie, możesz już iść, ja chciałbym jeszcze tylko porozmawiać z twoją mamą. - Podał mi swoją dużą dłoń.
-Dziękuję. - Rzuciłam bez emocyjnie i zeskoczyłam z łóżka, idąc w stronę moich przyjaciół. - Cześć. - Powiedziałam z głupim uśmiechem.
-Nadal pijana... - Spojrzał na Sebastiana Deny.
-Po paru kroplówkach i pobraniu krwi jej nie przejdzie. - Nawet na mnie nie zerkając, obrócił się i wyszedł z pomieszczenia.
-A temu co? - Z mojej twarzy ani na moment nie schodził przy głupawy uśmiech.
-Pogadasz sobie, jak dojdziesz do siebie. - Skrzywił się Karasiov i razem z resztą wyszedł z pomieszczenia.
-Najlepiej będzie tak, jeżeli zapiszecie ją do psychologa, a  tego chłopaka już nigdy więcej nie zobaczy na oczy. -Usłyszałam kawałek rozmowy i od razu przybliżyłam się do drzwi zaciekawiona i wściekła, bacznie słuchając. - Wywiera na niej zły stan psychiczny i może się to bardzo źle skończyć, jak na razie tylko licznie się okaleczała, zaś na następny raz może... - Zatrzymał się. - Może się zabić. Jak na razie, ma, to znaczy nie ma, ale mogę to tak nazwać "depresji" i... - Nie wytrzymałam, coś jakby zaczęło we mnie buzować.
-Ty gnoju! Nie zabronisz mi się z nim widywać, rozumiesz?! Nie zabronisz! - Rzuciłam się na niego.
-Sebaastian, Daniel błagam chodźcie tu szybko! - Z płaczem nawoływała ich moja mama.
Teraz gdy dusiłam doktora, ktoś wziął mnie na ręce i dosłownie wyniósł z pomieszczenia, wymachiwałam wszystkimi rękami, nogami, co oni robią?!

                                            #Oczami Daniela#

Nie potrafię tego pojąć, co ten Dawid jej zrobił. Ten lekarz, nie potrafił tego stwierdzić, ale ona może być teraz przez niego chora psychicznie... Dwa tygodnie spędziła z tymi menelami w tym tunelu, a Ci karmili ją tylko alkoholem. Przez dwa tygodnie tylko piła.. Nigdy nie wzięła alkoholu do ust, a teraz? Może jest jeszcze alkoholiczką? Nie mam siły.. Wyciągnę ją z tego, pomogę jej. Długo myślałem jak to zrobić i nawet dostałem pozwolenie Wrzoska, tylko nie wiem co z Karlą. Chcieliśmy, sprawdzić żeby Dawid był zazdrosny i tym sposobem do niej wrócił, przeprosił, a ona mu wybaczyła, ale przecież jesteśmy z Karoliną razem i nie mogę jej tego zrobić. Zawsze, mogę robić to, tak by tego nie widziała, no ale... Chodź ten idiota mógłby jej powiedzieć, że zarywam do Angeli, albo coś podobnego.Wymyślę coś, zrobię wszystko by znowu byli razem i by ją z tego wyciągnąć. Teraz na szczęście smacznie śpi u siebie w pokoju. Może na początek napiszę sms-a do Dawida? Żeby zeżarła go ciekawość, zazdrość i poczucie winy, tak, tak zrobię.
"Zapewne nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo spieprzyłeś.Cieszę się tylko, że pomimo tego, jak potwornie była Ci obojętna,zadzwoniłeś po nas, że ją widziałeś z tymi typami i ją znaleźliśmy.Jesteś du*kiem. Wiesz to prawda? Nie zasługujesz na nią :)Skoro tego chcesz, to bądź z Sarą. Nie mam nic przeciwko.Zje*ałeś jej psychikę, życie... Okaleczyłeś jej ciało i wepchałeś jej alkohol. Nie ważne, że zrobiła to własnymi rękami. Bo zrobiła to ku*wa przez Ciebie wiesz?Zajmę się nią, lepiej niż ty kiedykolwiek, ale pamiętaj ty już nigdy jej nie zobaczysz. Ze mną będzie jej lepiej, zawsze z resztą było. Ja przynajmniej ku*wa nie ranię jej na każdym kroku :)" - Tyle wystarczy, niech zdechnie przy tym telefonie, chociaż taki gwiazdor jak on, może sobie z tego nic nie robić i tylko uśmiechnąć się do telefonu...

                



niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 71

Misie! :D
Rozdział dziś, dodaję tylko z jednego powodu... Dawid! (Pierwszy chłopak na blogu) Ma dziś urodziny! Wszystkiego najlepszego z okazji 18 urodzin! Teraz gdy jesteś już pełnoletni, będzie czekało Cię wiele trudnych decyzji! Życzę Ci, abyś zawsze, wybierał tą dobrą drogę w życiu! Żebyś spełniał swoje marzenia i nigdy się nie poddawał! Pieniędzy, szczęścia i przede wszystkim miłości! :* <3
Życzcie mu w komentarzach wszystkiego co najlepsze! :D A ja wstawiam Ci jeszcze krótki wiersz ;D
Nie daj sobie w kaszę dmuchać,
dobrych rad się staraj słuchać,
rób pieniądze lecz uczciwie,
traktuj wszystkich sprawiedliwie,
szanuj zdanie innych ludzi,
kochaj to co miłość budzi,
i nie pozwól by przykrości,
pozbawiły Cię radości!

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! :*         
                     


                                                       #Oczami Dawida#


Tak. Tego dnia, uciekłem, jak tchórz. Nie rozumiem tylko, czego oni się spodziewali? Żądali ode mnie żebym tam przyszedł i wysłuchał co mają mi do powiedzenia, a tak na prawdę, to tylko ja i Sara mówiliśmy. Powiedzieli, że Angeliki nie ma i co z tego? Twierdzą, że z tego powodu ma mi się zrobić przykro? Mylą się. Tego chciałem, to mam i jestem z tego jak najbardziej zadowolony. Uciekła, to jej sprawa, wróci. Nie mam ochoty zawracać sobie więcej tym głowy. Wystarczy, że wczoraj zepsuło to mi i Sarze resztę wieczoru. Choć dzięki temu, ustaliliśmy, że gdy ją spotkamy, muszę jej dać jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuję, że z nami koniec. Nie wiem jak, ale jakoś to zrobię, bo rozmowy z nią, nie planuje.
-Misiu, patrz co leci w telewizji. - Zawołała mnie z salonu Sara. Kurcze, zawsze wtedy gdy robię sobie kanapkę!
-W Gorzowie Wielkopolskim, zaginęła 16 letnia dziewczyna. Nie widziano jej już około 2 tygodni. Rodzina i przyjaciele apelują, jeżeli ktoś ją widział prosimy o jak najszybszy kontakt. - Mówił reporter.
-Wyłącz to, nie mam ochoty tego słuchać. - Skrzywiłem się i wróciłem do kuchni.
-Rozumiem, że nic do niej nie czujesz, ale tak bardzo nie interesuje Cie to co się z nią dzieje? A jak ona nie żyje? - Usiadła na blacie.
-Zrozum, ona się nie liczy, liczysz się tylko ty. - Pogładziłem ją po policzku.
-Dawid, znam Cię i wiem, że to nieprawda. - Zrzuciła moją dłoń. - Wmawiasz to sobie. Wiem, że jest dla Ciebie ważna. Nie da się kogoś od tak przestać kochać. Nie wiem co się z tobą dzieje... - Posmutniała.
-Nikogo nie okłamuję, to jej wina, nie moja. - Zaprzeczałem wszystkiemu.
-Tu bym się kłóciła. - Zeskoczyła z blatu i poszła do łazienki.
Stałem tak chwilę w bezruchu, ale w pewnym momencie, poczułem, że muszę się przejść. Ubrałem buty i zarzuciłem na siebie kurtkę po czym nerwowo zacząłem zbiegać po schodach.
-Dawid zaczekaj! - Słyszałem zaniepokojony głos Sary. - Dawid!
Nie czekałem, wyszedłem przed blok i skierowałem się w stronę centrum. Szedłem ulicą i poprosiłem jakiegoś faceta o papierosa, na szczęście był na tyle dobry, że bez pytania mi go dał. Włożyłem to gówno do ust i zacząłem niespokojnie palić. Usiadłem na krawężniku i rozglądałem się po mieście. Zaczynało robić się ciemno. Pełno ludzi spieszących się nie wiadomo dokąd. Gdzieniegdzie powolnie idące zakochane pary. Pijacy krzycz.... Angelika? Nie byłem w stanie określić czy mi się wydawało, czy też nie, ale wśród bandy pijaków z butelkami wódki w rękach była ona. Niespodziewanie zawiał wiatr, a do mojej twarzy przylepiła się jakaś ulotka. Zdjąłem ją i odruchowo i na nią spojrzałem. "Zaginęła 16 letnia dziewczyna.." Zgiąłem to z całej siły i włożyłem do kieszeni. Znów zacząłem przyglądać się tej bandzie na przeciwko. Tak, to ona.

                                                       #Oczami Angeliki#

W mieście było pełno ulotek z moim wizerunkiem i z napisem "Zaginęła 16-letnia dziewczyna(...)" - Kusiło mnie, aby wrócić do domu, ale czuję, że tu jest mój dom. Jestem teraz wśród ludzi, których odrzuciło życie, którzy przez swoje problemy są kim teraz są. Jestem jedną z nich. Opowiedziałam im całą historię i jako pocieszenie dostałam od nich butelkę wódki i pseudonim "Forgotten" co znaczyło "Zapomniana". Miło z ich strony? Nauczyli mnie jak się odstresować, jak zapomnieć. Chociaż może, to ona mnie tego nauczyła? Uzależniłam się od alkoholu. Nie piliśmy wody, piliśmy alkohol. Jedliśmy tylko suche bułki, które też nie wiem skąd oni brali. Spaliśmy w mojej pierwszej "kryjówce" - w starym tunelu, który znajduje się w lesie. Właśnie mieliśmy tam iść. Z powodu mojego zaginięcia. Miałam spięte włosy i pobłoconą twarz - Aby nikt mnie nie rozpoznał. Wyglądałam trochę jak mężczyzna, ale to przecież dobrze... Przechodziliśmy obok jakiegoś chłopaka w kapturze, który palił papierosa i bacznie się mi przyglądał.
-Stary, daj jednego. - Mówił jeden z moich "przyjaciół".
-Nie mam. - Usłyszałam przyjemny męski głos... Znajomy głos.. - Martwią się o Ciebie, a ty prowadzisz się z menelami, żałosna jesteś. - Zwrócił się w moją stronę. - Znajdą was i zamkną. Wszystkich. Stwierdzą, że to wy ją porwaliście. - Mówił ze spuszczoną głową.
-Uciekamy! - Krzyknął jeden z moich i chwycił mnie za rękę. Biegliśmy co tchu. A ja wciąż patrzałam na tego chłopaka. To Dawid... Zdjął kaptur i podbiegła do niego jakaś dziewczyna, a no tak Sara... Podniósł ją i okręcił w powietrzu, jak to zawsze robił mi.. Przytulił ją i zaczęli się całować. Następnie gdy byliśmy już bardzo daleko przy samym lesie. Spojrzeli w moją stronę i zniknęli mi z oczu. Chwilę później wbiegliśmy do naszego tunelu i wszyscy kładli się powoli spać, przed tym wypijając po jednym piwie. Ja również wypiłam, nie umiałam sobie tego odmówić. Gdy wszyscy już usnęli ja wciąż myślałam. Kochał mnie z całych sił, jeszcze niedawno prawie się zabił, z myślą, że ja nie żyje. Ciągle powtarzał mi, że mnie kocha. Przecież to musiałyby być kłamstwa, żeby teraz mnie nie kochał. Nie da się od tak zapomnieć. Bynajmniej ja nie potrafię. Czuję się jakbym przebywała na drugim krańcu świata. W moim sercu, od dłuższego czasu przebywa głęboka i niekończąca się pustka. Cicho. Słychać tylko pohukujące sowy, grające świerszcze. A widać tylko, mrok. Do tej melodii grającej przez zwierzęta, zaczęłam cichutko śpiewać.  "Cicho jak by cały świat, zgasił światło poszedł spać, mamy kłopot Ty i ja, jak słów odkryć smak. Między nami nuda strach, twego głosu wciąż mi brak, do serca podchodzi mi lód... Nie tędy droga, na pewno to wiem. Ta cisza zabiera Ci mnie..."


piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 70

Kochani! :D

Hmm... Choć ostatnio aktywność (chodzi o komentarze) spadła, chciałabym wam serdecznie i najśliczniej jak potrafię podziękować :)) MAMY 22 091 Wyświetleń!!!!!!!! AAAAAAAAAAAAAA <3 Gdy wyobrażam sobie jak niedawno cieszyłam się z 1000... Boże jak ja was kocham <3 Taki sobie zwykły bezsensowny blog i tyle wyświetleń :* Nie wiem jak wam dziękować, bo.. Naprawdę ciężko takie coś opisać :D Komentarzy też jest łącznie... 531! :D To też przeogromny sukces. To wszystko dzięki wam... Mam teraz taką piosenkę w głowie "To dzięki wam, mam teraz to co mam! To dzięki wam, wspanialszy jest ten świat!" Nie wiem, czy kiedyś ją tu pisałam, bo wydaje mi się, że tak haahah :D No i ten, osoby które były na początku, nadal są? Zameldować się! :D Wiem, że... Były takie osoby, które były ze mną od początku, a nie komentują, nie mam nic przeciwko, ale ciekawi mnie, czy nadal są :D I ten...Aaa no właśnie :D Blog ten prowadzony jest od - 22.08.2014 :D No, to ten jak 22 nie pojawi się rozdział, to wielkie podziękowania, bo to będzie już 5 miesięcy.... Jeny... :c W każdym bądź razie, pojawi się lista - WSZYSTKICH którzy wiecie - zostawili po sobie ślad choć raz (kommmxd)! :D Tak nadal jesteście w moim pamiętniku i zawsze będziecie :* Zrobię wam kiedyś zdjęcie :D No, i ten... Kurde nwm xd A! jeszcze, dołączajcie do grupy na Facebook-u :D https://www.facebook.com/groups/1529517330657830/ I zapraszam was do zakładki "KONTAKT" chyba sama nazwa mówi co tam jest? :D Jeszcze chciałabym zaprosić was na nowy blog Oli Iwanek http://kwiatstory.blogspot.com/ Serdecznie polecam! ;) Powodzenia Ślimoku! ;p
Rany jak się rozpisałam hahaha :D Ale czuje, że o czymś zapomniałam, ale ten no xd Ze szczególnością zapraszam was jeszcze na aska (Możecie mnie drażnić i pytać kiedy rozdział i wgl :D) http://ask.fm/Blogereczkaa No naprawdę nie wiem co chciałam jeszcze napisać, ale czuję, że to było ważne xd Jak coś to napiszę na grupie ;) Oki. MIŁEGO WEEKENDU!


                                                       #Oczami Dawida#
Nie potrafię określić, swoich tymczasowych uczuć. Angelika, to już na pewno przeszłość. Wiele razy się z nią kłóciłem, sprzeczałem, ale nigdy nie czułem się tak jak teraz. Wtedy, miałem choć czasem minimalne - ale miałem - poczucie, że muszę do niej wrócić bo ją kocham. Dziś, nie odczuwam tego, że muszę wrócić, a tym bardziej tego, że ją kocham. Z początku tylko, byłem niezmiernie zły. Po tym czasie, a właściwie tygodniu - Złość ustała. Jest w prawdzie, gdzieś głęboko jakiś jej okruszek, ale daje on o sobie znać, tylko przy jej obecności. Choć nie mogę być tego do końca pewny, ponieważ od tamtej kłótni w centrum miasta, nie widziałem jej. Kiedyś, zapewne bym się martwił, ale teraz pewnie wylewa kilogramy łez wśród przyjaciół. Z czasem, jej przejdzie i zapomni. Tymczasem musi chwile jak to mówią "odczekać i pocierpieć". Dlaczego ja w ogóle o tym myślę? Szczerze obojętne mi to co się z nią teraz dzieje. Byleby się nie zabiła, a tego przy Wrzosku na pewno nie zrobi. Prędzej on zabił by mnie.
-Kochanie telefon! - Krzyczała z kuchni.
-Idę! - Odkrzyknąłem w pośpiechu, wyrywając się z tłoku myśli. -  Halo? - Powiedziałem do słuchawki.
-Dawid, musimy pogadać. - Usłyszałem poważny głos Sebastiana.
-Mówisz jakoś poważnie, od razu pytam, chodzi o Angelikę tak? - Zapytałem z pogardą.
-Człowieku, nie wiem co ty sobie ku*wa ubzdurałeś, ale chodzi o poważną sprawę rozumiesz? Tak ku*wa o Angelikę... - Był trochę zdenerwowany, co było przekonujące...
-Powiedz o co chodzi... - Westchnąłem.
-Albo przyjdziesz, albo się nie dowiesz. - Powiedział ostro, po czym się rozłączył.
-Halo?! - Wykrzyczałem do telefonu. - Kuurde. - Powiedziałem pod nosem.
-Czoo jest misiu? - Wtuliła się we mnie.
-Muszę jechać do domu A... - Nie dała mi skończyć.
-Tej pustej lali? Dobra jedź. - Uśmiechała się do mnie. - Mam do Ciebie zaufanie w 100% - Cmoknęła mnie w usta.
-To ja idę teraz, bo potem będzie kazanie.. A chcę z tobą jeszcze potem posiedzieć. - Chwyciłem kurtę.
-Myślałam, że będziesz chciał żebym poszła z tobą. - Tłumaczyła niewinnie.
Zawahałem się przez moment, ale po chwili dodałem przeciągając.
-W sumie to... Czemu nie? - Mówiłem już całkiem pewien.
Zadzwoniłem po taxi i po 10 minutach przyjechało. Gdy dotarliśmy przed ten dom od razu zrobiło się mi niedobrze. Spojrzałem z wielką niechęcią i oburzeniem na drzwi, po czym ciężko wzdychając zadzwoniłem dzwonkiem. Przez drzwi, wyraźnie było słychać ciężkie rozmowy, a nawet płacz. Długo czekaliśmy aż ktoś nam otworzy. Patrzyliśmy po sobie z niepokojem i obawą, że dowiemy się czegoś, czego nie chcemy. Ciężkie i duże drzwi wejściowe, otworzyła nam Pani Joanna, była cała zapłakana. Nie było z nią najlepiej. W momencie, zacząłem żałować, że tu przyszedłem, nic nie mówiłem i powędrowałem z dziewczyną idącą za mną prosto do salonu. Dziewczyny siedziały, płakały bądź usiłowały tego nie robić. Chłopaki zaś stali nerwowo i patrzeli na mnie z ogromną nienawiścią. Ściągnąłem kurtkę i rzuciłem ją na fotel. Po czym oparłem się o ścianę.
-Jesteście razem? - Pytał Pniewski, ostro marszcząc brwi.
-Jesteśmy. - Odpowiedziałem, jakby było to oczywiste i spojrzałem na Sarę co odwzajemniła uśmiechem.
-Kij już, że są razem. Mów gnoju, gdzie jest Angelika?! - Podszedł do mnie Sebastian.
-Skąd mam wiedzieć? Myślałem, że jest tutaj. - Zaciekawił mnie..
-Dawid czy ty rozumiesz co się właśnie dzieje? - Chwycił mnie za ramie Daniel.
-A ile jej nie ma? - Uniosłem jedną brew.
-Nie ma jej odkąd wtedy wyszła. - Mówiła zapłakana Pani Joanna. - Nie mówiliśmy Ci nic, bo stwierdziliśmy, że to nie jest konieczne, ale powiedz dziecko, czy ją od tamtego razu, choć raz żeś widział, to tydzień, a nie ma tu żadnych innych znajomych prócz was, całą szkołę żeśmy obdzwonili, wszystkich znajomych! Powiedz żeś ją widział, powiedz!... - Sebastian podszedł  i z całej siły przytulił swoją matkę, nie odrywając ze mnie swoich wściekłych i pełnych nienawiści oczu.
-Nie widzieliśmy jej. - Skłamałem przestraszony.
-Dawid nie kłam... - Rzuciła spokojnie Sara. - Widzieliśmy się z nią w centrum. - Tłumaczyła. - Podbiegła do Dawida i go przytuliła, po czym zaczęła go przepraszać i mówić, że ma plany na to co będzie dalej, była pełna radości i nawet nie zważała na to, że ja byłam wtedy z Dawidem. Potem wyjechała z jakimś ślubem i... - Przerwała.
-I co? -Zdenerwowany Wrzosek puścił Panią Joannę.
-Wyśmiałem ją. - Powiedziałem niepewnie.
-Dawid, ale chyba wiemy co ją najbardziej dotknęło. - Wtrąciła się Sara.
-To nieistotne. - Rzuciłem zły, że to powiedziała.
-O czym wy mówicie? - Przerwała nam Dominika.
-Więc Dawid powiedział jej... - Spojrzała na mnie. - Że.. - Westchnęła. - Że jest nikim - Odpowiedziała szybko. - Dokładniej... - Wszyscy znów na nią spojrzeli. - Kim ona jest w porównaniu do niego "Dawida Kwiatkowskiego". Przepraszam Dawid nie umiem kłamać. - Spuściła głowę.
-Tyy du*ku.. - Wycedził przez zęby Sebastian i rzucił się na mnie.
Zaczął mnie szarpać i okładać pięściami. Gdy jakimś nierealnym cudem wyrwałem się od niego, najszybciej jak potrafiłem, chwyciłem Sarę za rękę i pobiegłem z nią do drzwi. Pośpiesznie je otworzyłem i nie zamykając ich,wybiegliśmy na dwór i zaczęliśmy uciekać.
-Pamiętaj jedno! - Krzyczał stojący w drzwiach Sebastian. - Nawet jeśli ona żyje, to ty już ją zabiłeś! - Wykrzyczał to na całą ulicę.
Nie powiem... Słowa Sebastiana, trochę zabolały i dały do myślenia...Biegliśmy co tchu przed siebie, jak tchórze. Właściwie to ja nim byłem, nie Sara. Ona była cała zapłakana, choć nie miała nic z tym wspólnego. Najbardziej z tego wszystkiego martwiło mnie to, że nie odczuwałem poczucia winy, choć leżała ona w całości po mojej stronie...


wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 69

Heej misie <3 :*
Aktywność spadła, strasznie... Mam nadzieję, że choć trochę się poprawi, bo to odrobinę przykre... Tak jak dzisiejszy rozdział ;/


                                                                           #Oczami Dawida#


Stałem jak wryty w ziemie i patrzałem jak odchodzi, przecież to nie ma sensu, o co jej chodzi. Robi to wszystko pod wpływem emocji, jestem tego pewny, ale nie rozumiem, dlaczego te emocje rozładowuje na mnie.
-To bez sensu! - Krzyknąłem za nią.
Odwróciła się w moją stronę i stanęła. Stała tak przez chwilę w bezruchu i nic nie mówiła. Ta cisza bolała. Nie rozumiem, dlaczego ona to robi. Boli ją to wszystko, ale ja nie jestem zabawką, żeby ze mną zrywała a potem chciała być ze mną z powrotem. Robiłem się wściekły.
-No dalej! Nie powiesz nic?! - Patrzała na mnie jakby mnie nie było. Stała jakieś 40 metrów ode mnie. -To tyle tak?! Emocje wyładowujesz na najbliższych?!- Krzyczałem. Ona nadal nic nie mówiła. - Rób co chcesz. - Wycedziłem cicho przez zęby, odwróciłem się i poszedłem. Dawno, nie byłem tak zdenerwowany...
Gdy doszedłem z powrotem do domu Angeliki, nikt już nie stał na polu. Długo zastanawiałem się czy wejść do domu, bo w końcu to jej dom, ale przecież mogę iść do Sebastiana prawda? Wahając się chwilę, wszedłem do środka, wszyscy na mnie patrzeli podczas gdy ja się rozbierałem.
-Gdzie Angelika? - Spytał ostro Wrzosek.
-Nie interesuje mnie to. - Odpowiedziałem ponuro.
-Co to znaczy, że Cie to nie interesuje? - Wstał, gdy wszedłem do salonu.
-To znaczy, że ona ma mnie w dupie. - Uśmiechnąłem się sarkastycznie i chwyciłem za kurtkę żeby wyjść, bo w momencie pożałowałem, że tu wszedłem.
-Czekaj... Powiesz o co wam poszło? - Powiedział nieco spokojniej, jednak niepewnie.
-Po prostu, chciałem iść z nią, a ona powiedziała, że to koniec, skoro tego chce, to niech tak będzie okej? - Mówiłem plując mu w twarz.
-I ty w to wierzysz? - Zaśmiała się z zza Wrzoska Karla.
-Słuchaj. - Odepchnąłem Sebastiana i zwróciłem się ku niej. - Chciała tego czy nie, zrobiła to. A ja nie będę jej zabawką, żeby raz mi mówiła, że ma mnie dość, a drugi raz, że chce do mnie wrócić. - Nikt nie zważał na to, że całej tej rozmowę przyglądała się ta mała niewinna dziewczynka.
-Dawid do cholery, jesteś facetem czy nie jesteś? Wiesz dobrze, co ona teraz przeżywa. Potrzebowała spokoju, dlatego tak powiedziała, a ty powinieneś to zrozumieć. Zauważyłeś, że wy ostatnio kuźwa cały czas się kłócicie? - Szarpała mnie za ramię.
-Tak do cholery zauważyłem, dlatego dobrze, że to skończyła! - Wydarłem się. Zapadła długa cisza.
-Co ty z siebie robisz Dawid... - Szepnęła cicho Karla.
Wziąłem jednym ruchem z fotela moją kurtkę, ubrałem szybko buty i chciałem wyjść. Przed drzwiami zatrzymałem się na chwilę i kątem oka spojrzałem na nich wszystkich, byli zdziwieni i zawiedzeni, ale w tym momencie mnie to nie interesowało. Myślałem, że w śród tych "przyjaciół" są też ludzie, którzy mnie rozumieją, ale jak się okazało, że są tylko Ci, którzy rozumieją Angelikę.
Dwa dni minęły od czasu, kiedy ze mną zerwała. Zero kontaktu z kimkolwiek. Przestała mnie jednak ona interesować, bo znalazłem tego kogoś kto mnie rozumie... Przemyślałem słowa Karli "Co ty z siebie robisz Dawid..." - Nie będę cierpiał, przez kogoś kto nie jest mnie wart. Jestem Dawid Kwiatkowski, mogę wszystko, z tego zasłynąłem. Po co mam tracić czas na kogoś, z kim łączy mnie tylko jedna rzecz? Ciągłe kłótnie? To przecież bez sensu. Uświadomiła mi to jedna osoba, którą dostrzegłem dopiero teraz, a była przy mnie zawsze. Jest dobrze. Ona nie była mnie warta, po prostu nie była. W trakcie naszej kłótni, znalazła sobie nowego pocieszyciela - Pniewskiego, na którym się potem przejechała. Ciekawi mnie, kiedy nauczy się ona życia, bo ja dziś dostrzegam, jakie jest one okrutne.

                                                        #Oczami Angeliki#

Przez te ostatnie, zupełnie samotne dni, spędzone w moim nowym odizolowanym od świata miejscu, które niedawno znalazłam, przemyślałam parę rzeczy. Muszę znaleźć Dawida i przede wszystkim go przeprosić, jestem pewna, że zrozumie moje zachowanie. Przecież, on zawsze był dla mnie, a ja zawsze dla niego. Ten ostatni czas, jest dla mnie niebywale trudny. Dużo rzeczy, zaczęło przypominać mi Elizę. W dodatku ta dziewczynka. Jest jak ona. Jak siostra której zawsze tak bardzo z powrotem pragnęłam. Dlatego mam plan, który mam zamiar wprowadzić w swoje życie. Tylko on - Musi się zgodzić. Bez niego nie dam rady. Teraz, muszę go odnaleźć, przeprosić i zapoznać z tym, co ustaliłam i powoli wtłaczam w swoje, to znaczy nasze życie. Mam nadzieję, że wybaczy mi tę moją krótką ciszę, kiedy powiem mu, jak wiele ona pomogła i jak mnie zmieniła. Przede wszystkim, nauczę się żyć teraźniejszością a nie przeszłością. W tłoku myśli, szłam samotnie długą i pustą ulicą. W mieście tym, powolnie zapadał już mrok. Wysokie, stare i czarne latarnie, oświetlały mi drogę, więc bez trudu ujrzałam objętą i idącą niespiesznie przede mną parę.Postacie te, wydawały mi się być coraz bardziej znajome. To Dawid i... ona? Teraz nieważne z kim, ważne, że jest.
-Dawid! - Rzuciłam mu się radośnie na szyję i ścisnęłam go z płaczem w oczach z całych  swoich sił.                               
-Ty?.. - Powiedział oschle.
-Kochanie przepraszam Cię strasznie, mam tyle Ci do powiedzenia, mam wspaniały plan, teraz wszystko zmieni się na idealne, tylko musisz się zgodzić. - Mówiłam pełna zapału, którego miałam z minuty na minute coraz więcej, patrząc w jego ciepłe oczy.
-Na co mam się zgodzić? - Zaśmiał się irytująco.
-Musimy za siebie wyjść. Wtedy zaadoptujemy tą dziewczynkę Elizkę. Ale wybaczasz mi prawda? - Spytałam i zbliżyłam swoją twarz, by go pocałować...
-Co? Hahaha. - Zaczął się śmiać. On i ona, wybuchnęli śmiechem i za każdym razem kiedy na mnie spojrzeli, zaczynali się śmiać na nowo.
-Co w tym śmiesznego? - Zapytałam z bólem, patrząc na jego reakcje. - Chodzi o ten ślub? Ja wiem, że to wydaje Ci się chore, ale jak Ci wytłumaczę, to zrozumiesz...
-Hahaha, kobieto ty masz 16 lat rozumiesz? Myślisz, że po tym wszystkim nie dość, że Ci wybaczę, to jeszcze weźmiemy ślub? Zabawna jesteś, hahaha. - Patrzał mi w oczy i śmiał się, razem z nią...Nigdy nie czułam się tak bardzo upokorzona.
-Dawid... Dlaczego ty to wszystko mówisz? - Pokręciłam głową i cała w łzach patrzałam na niego totalnie zawiedziona...
-Dziewczynko, ja jestem Dawid Kwiatkowski, a ty kim jesteś? - Oczekiwał odpowiedzi. - Widzisz? Sama nie wiesz. Powiem Ci, jesteś nikim. - Objął ją z powrotem ramieniem i obojętnie poszli razem dalej, prosto przed siebie, zostawiając mnie samą.
Jest pod wpływem alkoholu, to na pewno. Ale nie brał żadnych prochów. Nie wiem..Nie wiem jak mam to opisać, ale teraz wiem, co znaczy, zabić kogoś słowem. "Jestem Dawid Kwiatkowski, a ty jesteś nikim." - Te słowa wciąż krążyły po mojej głowie. Jak on mógł? Jak... Nie potrafiłam opanować płaczu, sprawiał on, że robiło mi się strasznie słabo. Przed oczami, stanęły mi te wszystkie chwile jak byliśmy razem, jeszcze dwa dni temu... Dlaczego zawsze, kiedy potrzebujemy siebie najbardziej musimy się ze sobą kłócić?! To niesprawiedliwe... W dodatku, znalazł już sobie nagrodę pocieszenia, dlaczego ona? Dlaczego ja? Dlaczego my?! Dlaczego znowu my...Wzięłam leżący obok mnie kawałek szkła, po butelce wódki i zacięłam się nim ciąć, tam gdzie boli to najbardziej. Nie chcę się obudzić. Już nigdy. Jestem przecież nikim, a taki nikt jak ja nie powinien istnieć.

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 68

Stwierdziłam, że spróbuję i może dam radę napisać rozdział i mi się udało. Robię wielkie zamieszanie, tak wiem przepraszam, tamto usunę i mam nadzieję, że będzie okej. Cieszę się, że jednak wystarczył mi jeden dzień na ogarnięcie siebie. To znaczy, jeszcze się nie ogarnęłam, ale udaje, że tak jest i na razie wychodzi, zobaczymy na jak długo. I postanowiłam, że nie mogę przez własne problemy zaniedbywać bloga.
    Chciałam wam życzyć szczęśliwego nowego roku. Abyście spełniali marzenia i przedewszystkim, żebyście do nich dążyli. Musicie walczyć bo nic samo nie wyjdzie. Nigdy się nie poddawajcie i nie wądpcie w siebie, bo to jest najgorsze. Musicie wierzyć, że będzie lepiej, modlić się o to i nawet prosić o pomoc przyjaciół. Co do przyjaciół, bądzcie dla nich jak najserdeczniejsi, bo gdy będzie źle, oni zawsze, ale to zawsze staną przy was (jeżeli są prawdziwi oczywiście). Niezależnie czy zrobiliście źle czy dobrze - Pomogą wam. Oczywiście nie zawsze mogą, ale wtedy choć paroma słowami wam doradzą lub coś innego. Jak przy każdych życzeniach abyście byli zdrowi, weseli i żebyście mieli dużo pieniędzy, które nie są najważniejsze, ale dziś bez nich, prawie nic niestety się nie da. Chyba wszyscy to Kwiatonators, więc życzę wam żebyście spotkali Dawida, jeździli na jego koncerty i to co  z nim związane i marzycie o tym :) Chciałam wam jeszcze życzyć, abyście nie kłócili się z bliskimi i żebyście zawsze wybierali te dobre drogi. Żebyście ten 2015 rok przeżyli jak najlepiej i zapamiętali go na całe życie <3
I żebyście już zawsze byli ze mną, niezależnie od sytuacji.... <3



                                             #Oczami Angeliki#

To właśnie ona, to Elizka, nic się nie zmieniła! Moja siostra, nieżyjąca od lat, stoi właśnie przede mną. To nierealne, to na pewno jeden z moich głupich snów. Ona patrzała na mnie niepewnie, jakby coś pamiętała, ale nie wiedziała sama co. Swoją maleńką i bladą dłonią szarpała Dawida z a koszulkę, szepnęła mu coś na ucho, na co Dawid się zaśmiał i odpowiedział.
-Nie bój się! Ta Pani jest miła. - Uśmiechnął się szeroko, spojrzał jeszcze raz na dziewczynkę po czym wziął ją na barana. - Jesteś lekka jak piórko. - Dodał szybko.
Widać było, że dziewczynka trzyma się go z całych sił i, że od razu go polubiła. Wciąż patrzała na mnie swoimi przestraszonymi oczkami i nie mówiła ani słowa. Ja też, nie potrafiłam nic powiedzieć. No bo, co można powiedzieć, gdy widzi się przed sobą, swoją martwą od lat siostrzyczkę? Nie wiem jak to się stało, ale chcę się dowiedzieć, albo nie, nie wiem... Wiem, że muszę coś zrobić.
-Cześć kochanie, jestem Angelika a ty, jak masz na imię? - Mówiłam powoli i spokojnie, przy każdym słowie, łapiąc nerwowo oddech.
-Elizabeth, ale mówią mi Elizka. - Szepnęła przestraszona, ale nie do mnie, do Dawida, po czym schowała twarzyczkę, za jego plecami.
Dawid nic nie rozumiał, ani mojego zachowania, ani tej dziewczynki. Nie rozumiem, dlaczego przy podpisywaniu papierów, nie zwróciłam uwagę na jej imię i nazwisko, dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na to, że mamy takie samo nazwisko?! Byłam zdziwiona i zdezorientowana musiałam się upewnić i podbiegłam do Pani u której wszystko załatwiałam.
-Proszę Pani, jak ta dziewczynka ma na imię. - Pytałam nerwowo.
-Elizabeth, ale... - Nie dawałam jej dokończyć.
-Nie, na nazwisko! - Rzuciłam niczym rozkaz.
-Już, już, spokojnie patrzę. - Odwróciła się za siebie i wyjęła z jakiejś teczki kartkę. - Nazwisko dziewczynki jest nieznane. - Tłumaczyła.
-Jak to nieznane!? Przecież to niemożliwe! - Wydarłam się na nią.
-Przepraszam, ale ja Pani nie pomogę, mogę Pani jedynie podać numer, do jej matki zastępczej, przywiozła ją tu wczoraj, z nadzieją, że dziś ją Pani odbierze i ma odebrać z powrotem jutro. - Udawała uprzejmą i wyrozumiałą, ale mówiła to wszystko od niechcenia.
-Dobrze, to niech mi Pani da ten numer. - Spojrzałam szybko na teczkę za nią.
Zerknęła do niej i znów, wyciągnęła jakąś kartkę, pewnie z danymi osobistymi tej Pani u której przebywa. Przepisała na małą żółtą karteczkę jej numer i mi go podała.
-Dziękuję. - Rzuciłam patrząc się na kartkę.
-Co ty robisz? - Powiedział podchodzący do mnie Dawid, którego dziewczynka trzymała za rękę.
-Nic, chodźmy już. - Spojrzałam jeszcze raz, na patrzącą się na mnie ślepo i ze strachem dziewczynkę.
-Nie bój się. - Uśmiechnęłam się szeroko i podałam jej dłoń, którą niepewnie chwyciła.
Wyszliśmy z budynku i zobaczyliśmy samochód w którym siedziało więcej niż było to dopuszczalne ludzi. Dziewczyny siedziały chłopakom na kolanach, nie wiem jak jeszcze zmieścimy się tam ja z Dawidem i Elizką. Podeszliśmy do samochodu i Dawid powoli otworzył nam do niego drzwi, a naszym oczom ukazało się wolne tylko jedno miejsce.
-Kurde. - Powiedział odruchowo. - Dobra wiem. - Wsiał i wygodnie rozłożył się na siedzeniu.
-Daaawid. - Skomentowałam to wkurzona.
-Coooooo? - Śmiał się. - Usiądziesz na mnie, a Eliza na tobie. - Wytłumaczył, jakby było to najnormalniejsze na świecie.
Przerzuciłam oczami i puściłam rękę dziewczynki, po czym usiadłam na Dawidzie.
-Chodź nie bój się, usiądziesz mi na kolanach. - Uśmiechałam się do niej serdecznie.
-A Pana to nie będzie boleć? - Słodko zapytała.
-Jesteś lekka jak piórko, pamiętasz? - Zaśmiał się.
Dziewczynka z lekkim uśmiechem, posłusznie usiadła mi na kolanach i sama ostrożnie przymknęła drzwi.
-A tak w ogóle księżniczko, mów mi Dawid. - Powiedział gdy Wrzosek ruszył samochodem.
-Masz podejście do dzieci! - Zadarł się Sebastian.
-To kiedy własne?! - Wydarł się Deny na którym siedziała Karla.
-Po moim trupie! - Skomentował pośpiesznie Sebastian, który żałował chyba swojej wcześniejszej wypowiedzi.
Wszyscy się śmiali i dodawali kolejne głupie komentarze, a ja nadal myślałam nad tym, jak to wszystko mogło się wydarzyć.

                                                 #Oczami Dawida#

To naprawdę fajna dziewczynka. Od razu ją polubiłem. Chyba każde dziecko z taką przeszłością takie jest. Nie jest rozpieszczona. Zna życie bardziej, niż wielu z dorosłych. Jej pobyt zapowiadał się dobrze. Zawstydzona odpowiadała na wszystkie zadawane jej pytania od osób z samochodu. Chyba nie ja tylko twierdziłem, że jest bardzo miła i przyjacielska. Wszyscy tak myśleli. Bardzo ją polubili to tak jak ja. Może tylko jedna osoba nie. Angelika, zachowywała się jakoś dziwnie. Nie rozmawiała z nami, nie śmiała się. To wszystko od czasu kiedy zobaczyła Elizkę. Może to przez to, że Elizka przypomina jej jej Elizkę, w dodatku ma tak samo na imię. Nigdy nie widziałem zdjęć jej siostry, więc nie wiem. Trzymała mocno dziewczynkę na rękach i ślepo patrzała za okno.
Gdy dojechaliśmy, okazało się, że ani Angelika ani Sebastian, nie mieli kluczy do domu, więc postanowiliśmy zadzwonić dzwonkiem, z nadzieją, że drzwi otworzy Patrycja, Robert, albo Pani Joanna. W sumie, to jesteśmy naiwni, bo ani Robert ani Patrycja, nie pofatygowali by się, żeby otworzyć drzwi, więc zrobiła to mama Wrzoska i Angeliki.
-Boże święty ile was tu, nie dość, że taki bałagan zostawili i poszli to jeszcze... - Mówiła.
-Przepraszamy. - Powiedzieli wszyscy, nierówno.
-A gdzie mamy naszego małego skarba? - Powiedziała rozglądając się.
Obróciłem się i zobaczyłem jak lepi ze śniegu bałwana. Wszyscy chyba pomyśleli to samo "Jakie to słodkie".
-Dzień Dobry! - Rzuciła wesoło i podbiegła radośnie do Pani Joanny i podała jej dorośle swoją malutką rękę. Chyba już czuje się lepiej i się do nas wszystkich przyzwyczaiła.
-Nazywam się Elizabeth, ale proszę mi mówić Eliza. - Tryskała radością. To dziwne, że na początku była taka przestraszona, a teraz taka jakby znała nas całe życie, to znaczy w naszym gronie przyjaciół, by tak się czuć, wystarczy 5 minut.
-Mów mi ciociu kochanie. - Pogłaskała ją po głowie.
-Mamo czy ty nic nie pamiętasz?! - Wydarła się nagle strasząc wszystkich Angelika. - Nic?! - Darła się.
-Ale o co chodzi? - Zapytała zdezorientowana.
-Mamo przecież to Elizka! Nasza Elizka! - Mówiła z płaczem.
-Kochanie... - Powiedziała bezsilnie i podeszła do niej. - Rozumiem, że to dla Ciebie było trudne, wcale nie dziwię się, że tak mówisz, ale to nie ona. -Przytulała ją mocno.
-Nie kłam, wszyscy kłamiecie! - Odepchnęła ją, a ta upadła na ziemie całym ciężarem ciała. -Mamo przepraszam. - Rzuciła się na nią. - Przepraszam. - Znów z całych sił ją mocno przytuliła. - Wszystko mi ją tak bardzo przypomina. - Nikt już nic nie powiedział.
Każdy patrzał na siebie na wzajem bezradnie i nikt nie wiedział co ma zrobić. Wszyscy czuli się winni, gdybyśmy ją wtedy nie zamknęli na strychu, nie znalazła by tego misia i tego wszystkiego... było by lepiej. Musi strasznie cierpieć, mnie boli, że mój brat ze mną nie mieszka. A co musi czuć ona, kiedy jej siostra nie żyje? Z płaczem w oczach, parę razy rozglądnęła się na wszystkie strony i pobiegła przez pola w kierunku lasu.
-Idę z tobą. - Rzuciłem i zacząłem biec za nią a ona przystanęła. Gdy do niej dobiegłem obróciła się.
-Daj mi spokój. - Spojrzałem w jej oczy. Nigdy takie nie były. Wściekłe i prze czerwienione od płaczu. Wyglądały jakby płakała krwią.
-Nie mogę. - Wiedziałem, że gdy pójdzie sama, zrobi coś czego będzie żałować.
-Możesz. -  Powiedziała i odwróciła się, ale ja szybko złapałem ją za rękę.
-Nie. - Odpowiedziałem.
-To teraz już możesz. - Powiedziała a po jej policzku spłynęła powolnie łza.
-Jak to? - Zapytałem nie rozumiejąc co chce przez to powiedzieć.
-Z nami koniec. - Odpowiedziała obojętnie.
-Chyba sobie żartujesz. - Zaśmiałem się.
-Teraz, możesz mi dać spokój. - Obróciła się i poszła prosto przed siebie szybkim krokiem, przez te pola. Szła obojętnie, jakby nie miała uczuć i nic by ją już nie interesowało.

PS.
Oczywiście wiem, że są tam jakieś sprawy formalne przy tym braniu dziecka z domu dziecka, że muszą sprawdzić, czy są odpowiednie warunki do zamieszkania itd. że długo to trwa i wgl, ale postanowiłam to pominąć i mam nadzieje, że mi to wybaczycie.

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 67

 Kochani!! :*
Nawet nie wiecie, jak się ciesze, że niektórzy z was, są tacy wyrozumiali. Nie wszyscy, ale większość! :D Spodziewałam się oburzenia z waszej strony i jak mówiłam, odejścia z mojego bloga. A dobrze wiecie, ze bez was nie miał by on sensu. Z początku mówiłam "wstawiam dla siebie" dziś już bym tak w życiu nie powiedziała, dla siebie też wstawiam, ale to wszystko tylko dla was. Bez was, ten blog by nie miał sensu. Bez was teraz chyba nic już by nie miało sensu. Blog to takie miejsce, gdzie potrafię się odstresować i odizolować od świata, a bez was ten blog by nie istniał. Nie wyobrażam sobie życia, bez niego a tym bardziej bez was <3  
              

                                                          #Oczami Angeliki#

Bawiliśmy się z Dawidem doskonale. Oczywiście, wiedziałam o co mu chodzi, chciał żebym nie myślała o Elizie, ale nadal widziałam tego misia, a on tak bardzo mi się z nią kojarzył. Gdy Dawid na mnie usiadł i już chciał coś powiedzieć, niespodziewanie z jego kieszeni zadzwonił telefon, no ale ten głupek, pomimo to, nie miał zamiaru ze mnie zejść.
-Tak Dawid Kwiatkowski, jest obok już ją daje.- Podał mi telefon, trochę się skrzywiłam, co natychmiastowo wywołało u niego uśmiech.
-Halo? - Powiedziałam zaciekawiona.
-Dzień Dobry Pani Angeliko, to ja Pański doktor, pamięta mnie Pani jeszcze? - Mówił serdecznie.
-Tak, tak dzień dobry. - Byłam poważna, z czego Pan Kwiatkowski się śmiał, w dodatku próbował mnie rozśmieszyć.
-Pamięta Pani jeszcze, to spotkanie z dziewczynką, która cierpi na tą samą chorobę serca co Pani? - Tłumaczył.
-Em... Ależ oczywiście, że tak! - Przypomniałam sobie po chwili.
-Więc, dziewczynka już czeka w pobliskim domu dziecka, tym na Kresowej, tam będzie taka Pani, ona wszystko wam wytłumaczy, dziewczynka może zostać u Pani na dzień, to nie problem?
-Nie, a kiedy ją trzeba odebrać? - Zmarszczyłam brwi, na te słowa które wypowiedziałam Dawid też się trochę zaciekawił.
-Wie Pani.. Najlepiej byłoby już dziś, bo dziewczynka już czeka w ośrodku. - Tłumaczył.
-Już dziś?! Dobrze nie ma problemu, to niedaleko, zaraz tam pójdę, do widzenia! - Rzuciłam po czym szybko się rozłączyłam.
-O co chodzi? - Spytał siedzący na tym lodowatym śniegu Dawid, patrząc na niego, zorientowałam się jak mi zimno.
-Pamiętasz tą dziewczynkę, która ma tą samą wadę serca co ja? No wiesz, co lekarz kazał mi się z nią spotkać zapoznać i w ogóle. - Wstał a ja mocno się do niego wtuliłam.
-Tak, pamiętam. - Cmoknął mnie w usta. - Co z nią? - Pytał obojętnie.
-Dawid przestań taki kurde być! Dzisiaj ją muszę odebrać.. - Sama nie łapię się w swoich zmianach nastroju.
-Sorry, ale.. że dziś? - Zastanawia mnie, czy on w ogóle kontaktuje co do niego mówię.
-Tak. Dawid chodźmy już. - Pociągnęłam go za rękę.
-Ale.. - Stanął.
-Nie mamy czasu, choć już! - Ciągnęłam go.
-No, ale... - Znów stanął.
-Dawid! - Tym razem i ja stanęłam. - Czego?! - Byłam na niego zła, zawsze jakieś "ale"...
-Idziemy w papuciach? - Uśmiechnął się sarkastycznie.
-Ty.... Grrr! Tak w papuciach! - Nie zważając na to wyszłam z podwórka i poszłam w kierunku ośrodka.
-Hahhaha moja głupia hahah. - Szedł za mną, cały czas się ze mnie śmiejąc.
-Dawid przestań bo mnie to denerwuje! - Obróciłam się i już miałam mu przywalić kiedy wskazał na moje stopy. Tym razem i ja zaczęłam się śmiać.
-Wież co, ja to przynajmniej mam papucie! - Dusił się śmiechem.
On miał papucie, a ja miałam skarpetki. Nie wiem, jak można nie zauważyć, że wyszło się z domu bez butów. No, ale to ja także ten... Nie chciałam się przeziębić i Dawid też nie chciał żebym była chora, więc bez problemu wziął mnie na ręce i tak jak jacyś idioci szliśmy przez ulicę. Niektórzy ludzie, jadący autem, nawet na chwile przystawali i pytali się nas, czy aby na pewno wszystko w porządku. Wyglądało to z ich perspektywy jakoś tak. Cały mokry chłopak (przez ten śnieg) szedł ulicą w papuciach (przemokniętych) i niósł na rękach jakąś dziewczynę (śmiejącą się, jakby było coś z nią nie tak) bez butów, na którą narzucona jest tylko kurtka. Nie no, ale ja nie rozumiem w ogóle w czym jest problem, przecież jesteśmy w stu procentach normalni, nie wiem po co to całe widowisko...
-Dawidzie mój wierny koniu, szybciej pędź przed siebie! Zanim Ci... hahahhah - Wyglądał na trochę zdenerwowanego.
-Wiesz, zamiast zadawać polecenia mogłabyś... no mogłabyś... - Trochę się zaciął.
-Pomogę Ci. - Uśmiechnęłam się do niego i delikatnie go pocałowałam.
-No, na przykład. - Zadziornie się uśmiechnął.
-A tak w ogóle, to daleko jeszcze? - Skrzywiłam się.
-Kurde sama chciałaś iść na nogach, a to 5 kilometrów...
-No, ale to mi się pomyliło z tym, tym no wiesz... Nie masz GPS-a w telefonie albo coś? - Wtuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam... Zaczęło się robić strasznie zimno.
-A mam telefon? - Robił się nie miły...
-Przestań taki być. - Patrzałam na jego zdenerwowaną twarz.
-Będę jaki chcę być, sama sobie to wymyśliłaś. - Nawet na mnie nie spojrzał.
-Okej, to mnie puść! - Wydarłam się na niego.Błyskawicznie mnie puścił i stanął przede mną obojętnie.
-I co teraz księżniczko? - Z minuty na minuty, stawał się coraz bardziej nieprzyjemny.
-Teraz idź do domu, poradzę sobie sama. - Rzuciłam po czym obróciłam się na pięcie i zaczęłam iść prosto przed siebie. Niespodziewanie chwycił mnie za rękę i przyciągnął ku sobie.
-Widzisz, chciałem Ci pokazać jak bardzo mnie dziś denerwujesz swoim narzekaniem i tym co cały czas odstawiasz .- Uśmiechnął się.
-To nie jest fajne. - Spuściłam głowę.
-A więc? - Podniósł mi delikatnie brodę.
-Przepraszam. - Przytuliłam go z całych sił. W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś na nas trąbi, obróciłam się z myślą, że już po nas, gdy ujrzałam siedzącego w aucie Sebastiana z całą resztą tych debilków.
-Jedziecie zakochańce?! - Darł się.
-Kocham Cię. - Szepnął mi do ucha i pociągnął w stronę samochodu.
-Gdzie wy idziecie idioci?! wyglądacie jak wieśniaki! - Jak zwykle przyjemna Karla...
-A chu* Cie to obchodzi! - Odpowiedział po przyjacielsku Dawid...
-Dobra ku*wa gdzie idziecie?! - Przekrzykiwał wszystkich Sebastian.
- Odebrać dziecko z domu dziecka! - Wydarłam się najgłośniej ze wszystkich.
-Gdzie?! - Wydarli się wszyscy chórem i obrócili się patrząc na mnie z niedowierzaniem.
-Chcecie dziecko?! - Krzyknął niezmiernie wkurzony Wrzosek.
-Nieee.... - I tu zaczęliśmy im wszystko tłumaczyć.
Gdy po jakiś 5 minutach dojechaliśmy do domu dziecka, wszyscy zostali w samochodzie, tylko ja i Dawid poszliśmy do budynku. Jakaś Pani dała nam stos papierów do podpisania i długopis. Skończyłam podpisywać to wszystko po 15 minutach. Później zaprowadziła nas przed pokój dziewczynki i kazała nam na nią poczekać. Dawid usiadł na podłodze, a ja rozglądałam się po przedsionku. Ściany miały bardzo przyjemny żółty kolor, na których odbite były różnokolorowe odciski dłoni, wszystkich dzieci jakie tu przebywały. Przypatrywałam się wszystkim tym odciskom małych rączek, każdemu z osobna, kiedy usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi i głos Dawida.
-Cześć słończe? Czo tam? - Mówił bardzo opiekuńczo.
Odwróciłam się szybko i to co wtedy ujrzałam sprawiło, że moje serce naprawdę stanęło. Nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego słowa, do moich oczu strumieniami napływały łzy i coś ściskało mnie w brzuchu. To niemożliwe... To naprawdę niemożliwe...